Sąd Najwyższy utrzymał w mocy wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie, na podstawie którego Zbigniew Ziobro zobowiązany został do przeproszenia dr Mirosława G. po głównych wydaniach programów informacyjnych w TVP, Polsacie i TVN oraz zapłaty na jego rzecz zadośćuczynienia w kwocie 30.000 zł.
Przyczyną wniesienia powództwa przeciwko Ziobrze była słynna wypowiedź byłego Ministra Sprawiedliwości (z czasu, kiedy pełni on tę funkcję) pod adresem Mirosława G. o treści: „Już nikt nigdy przez tego pana pozbawiony życia nie będzie”, której Ziobro udzielił na konferencji prasowej po zatrzymaniu przez CBA dr Mirosława G podejrzewanego wówczas o zabójstwo i korupcję.
Sąd Apelacyjny podkreślał, że mimo iż były minister sprawiedliwości był uprawniony do przekazania informacji o toczącym się śledztwie i postawionych kardiochiurgowi zarzutach, to jednak nie mógł tego dokonać w tak kategorycznych słowach. Sędzia Mirosław Pawlak podkreślał wówczas, że dopuścił się tego wysoki funkcjonariusz państwowy wobec lekarza, dla którego istotne jest zaufanie społeczne. Ziobro musi więc ponieść konsekwencje za swe słowa.
Utrzymanie wyroku Sądu Apelacyjnego przez Sąd Najwyższy oznacza, iż wyrok jest prawidłowy zarówno w zakresie prawa materialnego jak i przepisów procedury cywilnej. Ziobro zapowiedział odwołanie się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, argumentując, iż: „Ten wyrok jest bez precedensu, bo oznacza, że jeśli człowiek przekroczy granice wolności słowa, co może się zdarzyć np.: w emocjach, to skazuje się go de facto na konfiskatę majątku”, wskazując jednocześnie, że sąd „uniemożliwił” przesłuchanie go jako pozwanego, gdy chciał wykazywać,że nie naruszył prawa.
Wyroki sądów w omawianej sprawie nie pozostawiają wątpliwości, iż Ziobro naruszył dobra osobiste Mirosława G. Argumentacja Ziobry o przekroczenia wolności słowa w emocjach nie jest żadną okolicznością łagodzącą, czy wręcz wyłaczającą odpowiedzialność. Wręcz przeciwnie, emocjonalna wypowiedź Ministra Sprawiedliwości, której intencją było poinformowanie opinii publicznej, iż zatrzymany został morderca, który pozbawił życia nie jedną osobę, do której doszło podczas oficjalnej konferencji prasowej, jest okolicznością obciążającą Ziobrę. Ziobro wypowiedział te słowa celowo, świadomy tego, iż zostaną one wielokrotnie zacytowane przez środki masowego przekazu i dotrą do większości społeczeństwa. Wypowiadając te słowa Ziobro kreował się na ojca sukcesu zatrzymania G., a jego słowa miały podkreślić jego rangę.
Nakazanie opublikowania przeprosin po głównych wydaniach programów informacyjnych w największych stacjach telewizyjnych w kraju jest moim zdaniem odpowiednią formą kompensaty naruszenia dóbr. Podczas konferencji prasowej celem Ziobry z pewnością było dotarcie do widzów głównych wydań Wiadomości, Faktów i Wydarzeń, co mu się skutecznie udało. W tej sytuacji Ziobro w identyczny sposób powinien przeprosić, przy czym wyrok zmuszający Ziobrę do przeproszenia w Wiadomościach czy Faktach byłby w rzeczywistości niemożliwy do wykonania, zatem najbliższą odpowiednią formą jest opublikowanie oświadczenia po tych programach.
Czy wobec niewątpliwie wysokich kosztów wypowiedzi Ziobry pod adresem Mirosława G. Ziobro zacznie bardziej uważać na słowa, nawet wypowiadając się pod wpływem emocji? Parafrazując wypowiedź Ziobry, czy już nikt nigdy przez tego pana zniesławiony nie będzie?
poniedziałek, 2 listopada 2009
Czy już nikt, nigdy przez tego pana zniesławiony nie będzie?
czwartek, 22 października 2009
Zdjęcie biustu, a kontekst jego wykorzystania
Prawnikom wydawcy Super Expressu nie udało się przekonać Sądu Apelacyjnego w Warszawie do zmiany wyroku Sądu Okręgowego na swoją korzyść w sprawie przeciwko Patrycji Koteckiej. W grudniu 2008 r. Sąd Okręgowy w Warszawie zasądził na rzecz Koteckiej przeprosiny, 50 tysięcy zadośćuczynienia oraz 30 tysięcy na cel społeczny za opublikowanie zdjęcia biustu Koteckiej – ówczesnej wiceszefowej Agencji Informacyjnej TVP.
Zdjęcie Koteckiej z odsłoniętym biustem zostało wykonane w celu zilustrowania artykułu na temat profilaktyki raka piersi, który ukazał się w tygodniku "Naj" 11 lat wcześniej. Kotecka pracowała wówczas jako modelka. Super Express opublikował to zdjęcie w artykule pt. „Naga prawda o Koteckiej” oraz podtytułem „To ona rządzi telewizją publiczną”.
Kotecka twierdziła, że takie wykorzystanie jej zdjęcia narusza jej dobra osobiste i stanowi nieetyczną manipulację.
Sąd Apelacyjny zmienił wyrok Sądu Okręgowego w ten sposób, że podwyższył zadośćuczynienie dla Koteckiej do kwoty 60.000 zł. Z informacji prasowych nie wynika, czy kwota ta stanowi sumę zadośćuczynienia należnego Koteckiej i zadośćuczynienia na cel społeczny (co równoznaczne by było ze zmniejszeniem przez Sąd Apelacyjny jednej z tych kwot), czy też zmiana dotyczy wyłącznie zadośćuczynienia na rzecz Koteckiej (a więc podwyższenia go, bez zmiany wyroku w zakresie zadośćuczynienia na cel społeczny). Z informacji, jakie Kotecka przesłała do portalu Onet.pl wynika, iż 30.000 zł zostanie przekazane Polskiemu Towarzystwu Badań Nad Rakiem Piersi w Warszawie. Należy więc domniemywać, że Sąd Apelacyjny obniżył kwotę należną Koteckiej, pozostawiając zadośćuczynienie na cel społeczny bez zmian.
Najprawdopodobniej wydawca SE będzie musiał więc zapłacić ciut mniej niż wynikało to z wyroku sądu I instacji. Wyrok ten nie wydaje się jednak być sukcesem wydawcy SE, którego linią obrony było wskazywanie, że zdjęcie zostało zakupione w profesjonalnej agencji.
Z wyroku Sądu Apelacyjnego wynika więc wniosek, że dla oceny naruszenia dóbr osobistych istotny jest również kontekst, w jakim zdjęcie zostało wykorzystane. Wyrażenie przez osobę fotografowaną zgody na opublikowanie jej wizerunku i otrzymanie wynagrodzenia za pozowanie nie wyklucza więc uznania, iż zdjęcie, które zostało wykorzystane w inny sposób, niż to, na które zgodził się model, naruszyć może jego wizerunek bądź inne dobra osobiste. Oznacza to, że wydawcy przed publikacją zdjęć zakupionych w agencjach fotograficznych powinni zapoznawać się z zakresem zgody uprawnionego na wykorzystanie wizerunku, w tym szczególnie w sytuacji, gdy zdjęcie ma być użyte w kontrowersyjnym artykule.
środa, 21 października 2009
Przeprosiny, których nie widać
Wykonując wyrok Super Express zamieścił bowiem oświadczenie na 16 stronie gazety, znacznie mniejszą czcionką niż standardowo stosowana w tym dzienniku (chociaż pogrubioną). Oświadczenie zamieszczone zostało co prawdą w ramce na pół strony, ale 99% ramki pozostało puste, a tekst umieszczony został na samym dole strony. Całość była wyjątkowo trudna do odczytania i nierzucająca się w oczy (może poza białą plamą bez tekstu w ramce - zobacz zdjęcie, fot. Press.pl).

Paradoksalnie oświadczenie zostało opublikowane zgodnie z żądaniem Kożuchowskiej i zgodnie z brzmieniem wyroku. Możliwość zrobienia sobie z tego żartu przez wydawcę SE obciąża więc konto pełnomocnika reprezentującego Kożuchowską. W żądaniu dotyczącym publikacji oświadczenia należy bowiem precyzyjnie wskazać jego treść i formę (a więc wszystkie elementy składające się na formę oświadczenia). Pełnomocnicy często skupiają się na treści, zapominając, że niesprecyzowanie formy oświadczenia (albo nie wystarczające sprecyzowanie) spowoduje, iż cel publikacji oświadczenia – kompensata, naprawienie skutków naruszenia, nie zostanie osiągnięty. Tak jest właśnie w tym przypadku. Pani Kożuchowska z pewnością nie czuje, żeby skutki naruszenia dokonanego na łamach SE zostały naprawione. Pozostaje jej satysfakcja z korzystnego wyroku i zasądzone na jej rzecz 40.000 zł.
piątek, 16 października 2009
Pazury wojna z tabloidami, czy również z Vivą?
Do napisania tego tekstu nie zainspirowała mnie jednak groźba wytoczenia przez pana Pazurę „wojny” tabloidom, ale przekonanie z jakim Pazura wypowiadał się o swoim prawie do prywatności. Z jego wypowiedzi wynikało, iż prywatność Pazury jest przez niego pilnie strzeżona, a mimo to niesforni paparazzi opłacani przez wydawców Faktu czy Superaka wbrew niemu upubliczniają różne szczegóły z jego życia. Pazura faktycznie był przekonujący i gdyby nie to, że co najmniej kilka razy do roku ze sklepowych półek w empikach i kioskach uśmiecha się do nas na okładce Vivy czy innego Na Żywo już w tytule informując o swoim szczęściu z ukochaną, byłbym mu uwierzył.
Po obejrzeniu tego wywiadu naszła mnie refleksja, czy Pazura ma prawo domagać się ochrony swojej prywatności (nie w znaczeniu prawnym – bo do tego prawo ma zawsze, ale w znaczeniu potocznym), skoro żaden inny aktor tak chętnie jak on nie promuje się w kolorowych mediach, udzielając wywiadów na tematy, które przeciętny człowiek porusza jedynie w gronie rodziny i najbliższych przyjaciół.
Żeby nie być gołosłownym: na łamach Vivy na wiosnę tego roku ukazał się artykuł pt.
Cezary Pazura i Edyta Zając - Wkrótce we troje”, w którym pan Cezary mówił m.in.
„Bo o dziecko staraliśmy się praktycznie od początku. A kiedy okazało się, że z dobrym skutkiem, to i tak było to dla nas zaskoczeniem. Akurat wtedy musiałem wyjechać. Edycia została w Warszawie. Zadzwoniła do mnie na komórkę….
Już z tego krótkiego fragmentu dowiadujemy się, że aktor prawie od początku znajomości ze swoją młodą narzeczoną starał się o dziecko, co oznacza że prawie od początku ich znajomość nie miała charakteru wyłącznie towarzyskiego, a obie strony wiązały z nią duże plany. Czy to należy do sfery prywatności? Według mnie jak najbardziej i zapewne według 98% Szanownych Czytelników również. Dla Cezarego Pazury najwidoczniej nie, skoro mimo że opowiada takie rzeczy w Vivie, w dalszym ciągu uważa, że musi bronić swojej prywatności (tzn. „iść na wojnę z tabloidami”).
Problem jest ciekawy również od strony prawnej. Czy aktor ujawniający informacje ze swojego życia prywatnego, a nawet intymnego ma prawo do prywatności, czy całkowicie je utracił? Według mnie oczywiście ma, przy czym granice tego prawa wyznaczają informacje ujawnione przez samego aktora w mediach. Jeżeli media bez zgody aktora publikują informacje, które nie były wcześniej przedmiotem jego wypowiedzi, to oczywiście aktor ma prawo bronić swojej prywatności. Jeżeli jednak informacje te pokrywają się zakresem z informacjami ujawnionymi przez niego samego, nie może on mieć pretensji o ich publikowanie. Sądząc po wyżej zacytowanym fragmencie wywiadu dla Vivy, w przypadku Cezarego Pazury trudno będzie znaleźć informację wykraczającą poza ten zakres.
Zaciekłość, z jaką Pazura w Dzień Dobry TVN atakował prof. Godzica, z którego poglądami się zgadzam, wskazuje, że tej subtelnej granicy pan Pazura niestety nie widzi. W najbliższym czasie możemy się więc spodziewać kolejnego wywiadu zawierającego intymne szczegóły z życia Cezarego Pazury i kolejnych wypowiedzi w Dzień Dobry TVN albo Pytaniu Na Śniadanie o tym jak to media naruszają jego prywatność. W myśl zasady, że nie ważne jak, byle by pisali. Dzięki temu pan Pazura trafił na łamy również mojego bloga. Gratuluję!
piątek, 21 sierpnia 2009
30.000 zł za jeden pocałunek
Kolejną „gwiazdą”, która zarobi dzięki naruszeniu jej dóbr osobistych przez wydawcę gazety Super Express jest Edyta Olszówka. Warszawski Sąd Apelacyjny zasądził na jej rzecz 30.000 złotych tytułem zadośćuczynienia za krzywdę, którą aktorka miała doznać po insynuacji gazety, jakoby Olszówka miała homoseksualne skłonności. Gazeta oparła swój artykuł na zdjęciu wykonanym podczas premiery filmu „Lejdis”, na którym aktorka całowała kobietę.
Adwokat popularnego Superaka przekonywał, że Olszówka całując kobietę w miejscu publicznym, podczas premiery filmu w rzeczywistości wyraziła zgodę na zrobienie jej zdjęcia. Z kolei naczelny SE argumentował, że była to prowokacja aktorki, a na procesie chce po prostu zarobić.
Natomiast pełnomocnik Olszówki replikowała, iż mimo że do pocałunku doszło podczas premiery filmu, to w niedostępnym dla wszystkich VIP roomie.
Sąd Apelacyjny nie podzielił argumentacji, iż było to miejsce prywatne, jednak zmieniając wyrok sądu I instancji, który zasądził na rzecz Olszówki 80.000 zł, podkreślił, iż nie chodzi o zdjęcie a o komentarz gazety sugerujący biseksualne skłonności aktorki. Jak wskazywała Rzeczpospolita Sąd Apelacyjny nie wziął pod uwagę przychodów SE, a wyłącznie skalę krzywdy powoda i stopień zawienienia pozwanych.
Wyrok jest prawmocny.
Po pierwszym przeczytaniu informacji z Rzeczpospolitej wyrok mnie nieco zdziwił. Skoro Olszówka całowała się z kobietą podczas premiery filmu, była w pracy, a pocałunek można uznać za związany z jej działalnością publiczną. Opublikowanie zdjęcia pocałunku nie narusza więc prawa do prywatności Olszówki, Super Ekspress miał prawo do zamieszczenia tego zdjęcia i okraszenia go komentarzem redakcyjnym. Problem leży w treści tego komentarza, którego niestety nie znam. Podejrzewam jednak, że w tekście tym nie tylko insynuowano, iż Olszówka ma skłonności homoseksualne (bo taki wniosek, widząc ją całującą się w czasie premieru filmu, w którym wystąpiła, można było wyciągnąć), a o sformułowania użyte przez gazetę, które pewnie nie ograniczyła się tylko do wyciągnięcia wniosku o skłonnościach Olszówki, ale i okrasiła swój komentarz niedopuszczalnymi epitetami. W przeciwnym wypadku zasądzenie od wydawcy SE 30.000 zł należałoby uznać, za przesadzone.
Podejrzewam, że w opisywanym przypadku obie strony są z wyniku sprawy zadowolone. Olszówka, bo zyskała dodatkowy rozgłos , szokując czytelników Superaka pocałunkiem, po drugie bo po wielu miesiącach od zejścia Lejdis z ekranów kin w dalszym ciągu się o niej mówi(artykuły kilku plotkarskich serwisach internetowych zatytułowane były „Olszówka nie jest bi”), a po trzecie bo do honorarium za występ w Lejdis może dodać nadprogramowe 30.000 zł. Wydawca Superaka z kolei dlatego, że w drugiej instancji udało zbić się kwotę z 80.000 zł do 30.000, a więc prawie trzykrotnie. Obie strony są więc zapewne ukontentowane, co rzadko zdarza się po wydaniu wyroku przez sąd.
piątek, 14 sierpnia 2009
Fakt ma zapłacić Dodzie 70 tysięcy
Wydawca "Faktu" - spółka Axel Springer przegrała kolejny proces o naruszenie dóbr osobistych. Tym razem ma przeprosić piosenkarkę Dodę i zapłacić jej 70 tysięcy zadośćuczynienia za artykuł z 2005 r., w którym podano informacje, iż Doda i jej ówczesny mąż Radosław Majdan zwracają się do siebie w sposób obraźliwy, podejrzewają się o zdradę oraz sprzedają filmiki ze scenami intymnymi ze swoim udziałem.
Zdaniem Sędzi Moniki Dominiak wydawca Faktu nie wykazał, aby podane informacje były prawdziwe, albo żeby wydawca publikując te informacje działał w interesie społecznym. Zdaniem Sędzi publikacje Faktu były brutalnym wejściem w prywatność początkującej wówczas piosenkarki, która wywołała negatywne reperkusje w rodzinnym mieście artystki. Niestety, na wniosek Dody proces toczył się przy drzwiach zamkniętych, w związku z powyższym nie wiadomo, jakiego rodzaju reperkusje uzasadniają zasądzenie zadośćuczynienia w wysokości 70 tysięcy złotych.
Wydawca Faktu bronił się, iż Doda w sposób dorozumiany wyraziła zgodę na pisanie o jej prywatnych sprawach. Jak podaje Gazeta Prawna, sędzia Dominiak podkreśliła, iż jeżeli jakiś celebryta wyraża zgodę na informowanie o jego życiu prywatnym, dotyczy to konkretnej publikacji.
W przegranej Axel Springer nie było by nic interesującego (w końcu nie jest to pierwszy przegrany proces), zastanawia mnie jednak coraz wyraźniejszy trend w zasądzaniu wysokich kwot zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych "gwiazd": Anna Mucha dostała od wydawcy Faktu 75.000 zł, na rzecz Justyny Steczkowskiej zasądzono od wydawcy Super Expressu 80.000 zł. Obie artystki otrzymały tak wysokie zadośćuczynienia za naruszenie przez media ich intymności - opublikowanie zdjęć topless zrobionych z ukrycia przez paparazzi w czasie wakacji obu artystek. Wysokość zadośćuczynienia może być więc uzasadniona skalą i rodzajem naruszenia. Nagość zaliczana jest bowiem do sfery najgłębszej intymności.
W przypadku sprawy Dody wysokość zadośćuczynienia bardziej zaskakuje, bowiem Doda znana jest ze swojego kontrowersyjnego stylu bycia, nie wydaje się więc, aby publikacja Faktu rzeczywiście mogła ją dotknąć w stopniu uzasadniającym tak wysokie zadośćuczynienie. Doda ma na swoim koncie bowiem wiele wypowiedzi i zachowań, które oburzały opinię publiczną i z pewnością nie były mniej kontrowersyjne niż informacje podane przez Fakt. Doda wielokrotnie wypowiadała się przecież o swoim małżeńskie z Majdanem (tym często w bardzo dosadnych słowach), filmy z intymnymi scenami z jej udziałem dostępne w Internecie też z pewnością nie znalazły się w nim przypadkowo. W tej sytuacji wątpliwe wydaje się, aby w związku z artykułem Faktu Doda doznała szczególnych cierpień, skoro na nieprzychylne jej komentarze narażona jest praktycznie po każdym swoim publicznym występie. Nie twierdzę, że zadośćuczynienie jej się nie należy, jednak wydaje mi się, że jego wysokość jest zdecydowanie przesadzona (nawet biorąc pod uwagę fakt, że publikacja miała miejsce na samym początku jej kariery).
poniedziałek, 20 lipca 2009
Schetyna pozywa Ziobrę - dzień pierwszy
W dniu dzisiejszym odbyła się pierwsza rozprawa w sprawie Grzegorza Schetyny przeciwko Zbigniewowi Ziobrze. O tle sprawy pisałem we wpisie pt. "Schetyna pozywa Ziobrę" w maju tego roku. Obawiałem się wówczas, że proces będzie przede wszystkim medialnym przedstawieniem mającym na celu promocję obu polityków, a argumenty prawne zejdą na dalszy plan. Okazuje się jednak, że póki co moje obawy okazały się niepotrzebne. Na rozprawę żadna ze stron się nie stawiła, zasłaniając się obowiązkami służbowymi. Stawili się natomiast pełnomocnicy stron. Sąd odniósł się do wniosku pełnomocnika Ziobry o odrzucenie pozwu z uwagi na to, że byłego ministra sprawiedliwości chronił immunitet poselski, a obecnie chroni go immunitet europosła. Zdaniem pełnomocnika Ziobro krytykując rząd (i Schetynę - dopisek mój) działał w ramach immunitetu, a powód nie przedłożył zgody Parlamentu Europejskiego na pociągnięcie Ziobry do odpowiedzialności. Sąd nie podzielił tego stanowiska, oddalając wniosek. W uzasadnieniu sąd wskazywał, że korzystanie z immunitetu dotyczy wyłącznie działalności poselskiej, a wywiad udzielony Radiu Maryja, który jest powodem wytoczenia powództwa, taką nie jest.
Mnie w tej sprawie bulwersuje niestawienie się obu panów na dzisiejszą rozprawę. Jej termin jest już znany od kilku długich tygodni, obaj panowie mogli dostosować swoje kalendarze do niego. Schetynie jako głównemu zainteresowanemu powinno zależeć na sprawnym zakończeniu sprawy, a jego nieobecność tylko przedłuży postępowanie. Z kolei Ziobro jako prawnik i były Minister Sprawiedliwości powinien szanować czas sądu, wiedząc jak sądy są obłożone pracą.
Nieśmiało nasuwa mi się wniosek, że jedynym celem obu panów było uzyskanie medialnego szumu wokół siebie i swoich ugrupowań przed wyborami europejskimi. Gazety pisały o wypowiedzi Ziobry, pozwie Schetyny, cytowały obu polityków. Cel został osiągnięty. Po wyborach szkoda czasu na proces, proponuję więc złożyć zgodny wniosek o zawieszenie postępowania do następnych wyborów. Sąd powinien taki wniosek uwzględnić. Podjęcie postępowania i wyznaczenie rozprawy dopiero w czasie następnej kampanii wyborczej sprawi bowiem, że obie strony z pewnością stawią się osobiście i będą aktywnie uczestniczyć w rozprawie.