Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Lis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Lis. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 lutego 2010

Rada Etyki Mediów o programie Lisa: "nieobiektywny"

Kilkanaście dni temu opisywałem przebieg sporu między Tomaszem Lisem a tabloidami (w tym w szczególności jednym – Super Expressem) – zobacz wpis „Lisowie walczą z tabloidami”, a dziś mamy już kolejny epizod tej historii. Jak podaje Super Express (z resztą nie bez satysfakcji) Rada Etyki Mediów „potępiła Tomasza Lisa”.

W rzeczywistości owo „potępienie” polegało na wystosowaniu przez członka Rady Etyki Mediów panią Barbarę Markowską listu do kierownictwa Programu II TVP S.A., w którym pani Markowska przedstawiła stanowisko Rady Etyki Mediów w sprawie jednego z odcinków programu „Tomasz Lis Na Żywo” poświęconego problemowi naruszania dóbr osobistych, w tym w szczególności prawa do prywatności, przez prasę „kolorową”. W programie zabrakło przedstawicieli „kolorowych” mediów, byli za to obecni aktorzy procesujący się z tabloidami (Cezary Pazura i Joanna Brodzik), prof. Janusz Czapliński oraz mec. Maciej Ślusarek – adwokat zajmujący się reprezentowaniem gwiazd w sporach z tabloidami.

Rada Etyki Mediów zwróciła uwagę, iż program prezentował wyłącznie punkt widzenia jednej ze stron sporu, przez co przekaz był nieobiektywny. Podjęcie tematu przez Tomasza Lisa w trakcie trwania procesu sądowego pomiędzy Lisem a wydawcą Super Expressu i i przedstawienie własnego pełnomocnika jako niezależnego eksperta Rada określiła jako nadużycie i wykorzystanie anteny telewizji publicznej do prywatnych spraw. Rada stwierdziła, iż jest to niedopuszczalna manipulacja i złamanie zasady bezstronnego, obiektywnego dziennikarstwa.

Moją uwagę zwrócił szczególnie ostatni fragment listu:

„W tej sytuacji każdy wątek dyskusji, a zwłaszcza ten o zbyt niskich odszkodowaniach za naruszenie dóbr osobistych, może być traktowany jako sugestia dla sądu, próba wpływu na niezależny skład sędziowski.”

Z powyższym stwierdzeniem Rady Etyki Mediów zgadzam się w 100%. Wykorzystanie własnego programu, emitowanego w publicznej telewizji za publiczne pieniądze, w porze największej oglądalności, do prezentowania jednostronnego stanowiska, stanowiącego w rzeczywistości stanowisko procesowe Tomasza Lisa w sporze z wydawcą Super Expressu, jest co najmniej nieetyczne. Po pierwsze dlatego, iż jest to uskutecznianie prywaty, załatwianie prywatnych spraw za publiczne pieniądze. Po drugie dlatego, że jest to dodatkowy sposób na wpłynięcie na stanowisko sędziego orzekającego w sprawie Lisa.

Przyjmując, iż sędzia ten był widzem przedmiotowego programu (a jest spora szansa na to, że był), usłyszał szereg argumentów za zasądzeniem na rzecz Lisa kilkusettysięcznego zadośćuczynienia i żadnego przeciw. Dodatkowo argumentacja ta podkreślona została przez wypowiedzi „obiektywnych świadków” - Cezarego Pazury i Joanny Brodzik. Tomasz Lis i mec. Ślusarek dzięki audycji telewizyjnej osiągnęli zacznie lepszy efekt, niż gdyby Pazura i Brodzik przesłuchiwani byli przez Sąd w charakterze świadków (abstrahując od tego, iż Sąd zapewne by taki wniosek dowodowy oddalił). Jeżeli więc sędzia orzekający w powyższej sprawie podatny jest na sugestie (w końcu sędzia to też człowiek), program Lisa wywołać mógł znacznie lepszy skutek niż niejedno pismo procesowe mec. Ślusarka. Sędzia otrzymał bowiem jasny i czytelny komunikat: tabloidy masowo naruszają dobra osobiste w celach wyłącznie zarobkowych, należy więc je surowo karać. Najlepiej finansowo - zasądzając od nich olbrzymie kwoty tytułem zadośćuczynienia. Zabieg więc sprytny, choć wątpliwy etycznie i moralnie.

Teraz zapewne należy spodziewać się komentarza ze strony Tomasza Lisa. Ciekawe, czy zarzuci Radzie Etyki Mediów brak obiektywizmu?

Cała treść listu została opublikowana przez portal internetowy Super Expressu.

piątek, 22 stycznia 2010

Lisowie walczą z tabloidami

Serwis wirtualnemedia.pl podaje, że Hanna Lis w ciągu najbliższych dni wniesie pozew przeciwko wydawnictwu Bauer i redaktorom naczelnym wydawanych przez to wydawnictwo czasopism: "Na Żywo", "Show", "Rewia", "Życie na gorąco", "Twoje imperium", "Świat i ludzie".

Lis zamierza zażądać „wysokiego odszkodowania” oraz przeprosin na łamach powyższych tytułów a także w telewizji, gdzie emitowane były reklamy tych czasopism z jej wizerunkiem na okładce. Dziennikarka przesłała do portalu oświadczenie, z którego wynika, że przyczyną planowanego wytoczenia powództwa jest publikowanie przez czasopisma Bauera „zniesławiających artykułów, pełnych kłamstw, insynuacji i oszczerstw” oraz naruszanie jej prawa do prywatności.

W Sądzie Okręgowym w Warszawie toczy się już inna sprawa o ochronę dóbr osobistych z powództwa Hanny Lis oraz jej męża Tomasza Lisa przeciwko wydawcy Super Expressu.

Tabloidy zaszły Lisom za skórę do tego stopnia, że ostatnio Tomasz Lis regularnie zaczął poświęcać im uwagę w swoich programach i felietonach. W grudniu 2009 r. problemowi tabloidów poświęcił jeden z odcinków swojego autorskiego programu „Tomasz Lis Na Żywo”, do którego zaprosił aktorów Cezarego Pazurę i Joannę Brodzik toczących spory sądowe z tabloidami, adw. Macieja Ślusarka specjalizującego się w ochronie dóbr osobistych oraz socjologa Janusza Czaplińskiego. W programie zabrakło przedstawicieli tabloidów, bądź chociaż osób, które zaprezentowałyby odmienny od zaproszonych gości punkt widzenia. Program był więc wyjątkowo jednostronny. Po jego emisji Super Express i Fakt zarzuciły Lisowi brak rzetelności dziennikarskiej, bowiem Lis nie poinformował widzów o swoim sporze z Super Expressem i przedstawił mec. Ślusarka jako niezależnego eksperta, zataiwszy przed widzami, że jest on pełnomocnikiem Lisa w sprawie przeciwko Super Expressowi.

Na reakcję Lisa nie trzeba było długo czekać. Na łamach „Gazety Wyborczej”, w artykule pod wiele mówiącym tytułem "Ta ohyda", pisał m. in:

„Abstrahuję od tego, że całkiem zabawne jest, gdy na straży prawa i etyki dziennikarskiej staje przedstawiciel tytułu, który po kolejnych przegranych procesach notorycznie przeprasza w swej gazecie za naruszenie czyichś dóbr osobistych, czyli za złamanie prawa i zasad etyki dziennikarskiej. Na tej zasadzie paser może robić wykłady o uczciwości w biznesie, a pedofil o ochronie praw dzieci. Obok relacji z łamania przez Lisa zasad etyki zdjęcie byłej pierwszej damy kupującej żyletki i pytanie: "Czy Kwaśniewska się goli?". Jak na ekscesy tego brukowca to w istocie wersja soft. Tak czy owak, oczekujemy teraz superexpressowej lekcji savoir vivre'u.”


Kolejny cios zadał Super Express, który po otrzymaniu przez Lisa tytułu „Dziennikarza Roku 2009”, piórem swojego naczelnego Sławomira Jastrzębowskiego, wystosował do miesięcznika Press, organizatora plebiscytu na Dziennikarza Roku, list otwarty, w którym zarzucił, iż na zwycięstwo Lisa wpływ miała zmowa redakcji jednego wydawcy, u którego Lis wcześniej prowadził komercyjną imprezę. Jastrzębowski wezwał Lisa do honorowego zrzeczenia się tej nagrody.

Kolejna odsłona wojny między Lisem a Super Expressem miała miejsce w felietonie Lisa na łamach Gazety Wyborczej pt. "Trybunał pyta, ja odpowiadam", który co prawda nie był poświęcony żadnemu z tabloidów, ale Lis pisał:

"Z drugiej strony trudno się dziwić, że były minister, który swego czasu deklarował sympatię dla knajackiego portalu "Pudelek", posługuje się w zamieszczanych "przeprosinach" metodą zaprezentowaną ostatnio przez pewien brukowiec będący papierową odmianą "Pudelka".


Zapewne Lis próbował dopiec Super Expressowi porównując go do Pudelka, a mówiąc o metodzie przeprosin zaprezentowanej przez pewien brukowiec miał na myśli sposób, w jaki SE przeprosił Małgorzatę Kożuchowską. Zobacz tutaj.

Czy czeka nas kolejna odsłona konfliktu? Za pewne tak, szczególnie że teraz do dyskusji włączą się zapewne czasopisma Bauera. Ja niestety odnoszę nieodparte wrażenie, że Tomasz Lis tocząc wojnę z tabloidami na łamach prasy i w telewizji równa poziomem do krytykowanych przez niego czasopism. Kolejny proces sądowy może to tylko spotęgować.