Super Express triumfuje, mimo iż... przegrał proces o ochronę dóbr osobistych z Dodą.
Brzmi to paradoksalnie, ale w procesach o ochronę dóbr osobistych jest to możliwe. Można bowiem wygrać proces co do zasady, ale w ogólnym rozrachunku stracić. Sytuacja taka zachodzi, gdy roszczenie majątkowe, którego domaga się powód, jest wysokie, a sąd zasądzi na jego rzecz tylko publikację przeprosin bądź dodatkowo niewielkie zadośćuczynienie. Wówczas koszty sądowe, które powód poniósł (5% roszczenia majątkowego i 600 zł za roszczenie niemajątkowe) oraz koszty, które powód musi zwrócić pozwanemu, przewyższają ewentualne zadośćuczynienie.
Taka właśnie sytuacja miała miejsce w procesie Doda przeciwko Super Express. Doda co prawda wygrała, ale tylko co do zasady – sąd nakazał Super Expressowi przeproszenie jej, nie zasądził zaś na jej rzecz zadośćuczynienia, którego się domagała (100.000 zł). W ten sposób Doda poniosła w całości koszt opłaty sądowej od roszczenia majątkowego – 5.000 zł oraz musi zwrócić pozwanemu koszty zastępstwa procesowego w tym zakresie. Super Express poniósł zaś koszty roszczenia niemajątkowego (żądania przeprosin), co kosztować go będzie 600 zł. Po potrąceniu wzajemnych kosztów Dodzie pozostało do zapłaty Super Expressowi 1.250 zł. W ten sposób Super Express przegrał, ale dostanie od Dody zwrot kosztów. Dzięki temu porażkę przekuł w sukces (zobacz tutaj).
A o co chodziło w samej sprawie? Doda żądała 100.000 zł i przeprosin za opublikowanie jej zdjęcia, w którym zdaniem Dody wyretuszowano z jej pupy majątki (brak majtek SE dodatkowo sugerował w tekście artykułu). Super Express twierdził, że żadnego retuszu nie zrobił, a zdjęcie kupił w agencji fotograficznej. Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał, iż faktycznie Super Express majtek z pupy Dody nie usunął, nakazał jednak przeproszenie piosenkarki za „publikację nieprawdziwych i naruszających dobra osobiste informacji o jej stroju" (pełen tekst przeprosin, nim zrobił do Super Express, opublikowała na swojej stronie pani Doda).
środa, 20 stycznia 2010
Super Express triumfuje, majtek jednak nie usunął
Reportaż o Almie zostanie wyemitowany
TVP Lublin zdecydowało się jednak wyemitować reportaż dotyczący nieprawidłowości w jednym ze sklepów sieci Alma. Poinformowano o tym w dzisiejszym głównym wydaniu Wiadomości – emisja odbędzie się w czwartek 21 stycznia 2010 r. Pierwotnie reportaż ten miał być wyemitowany 4 stycznia, jednak w związku ze skierowaniem przez Alma S.A. do Sądu Okręgowego w Lublinie wniosku o zakaz emisji tego materiału, emisja została wstrzymana. 18 stycznia Sąd oddalił wniosek.
Powodem powstania reportażu było otrzymanie przez dziennikarzy TVP Lublin materiału video nakręconego na zapleczu jednego ze sklepów Almy przez jego pracowników. W materiale widać było m.in. niewłaściwie przechowywane produkty spożywcze. Dziennikarze TVP Lublin nakręcony już reportaż wysłali do kierownictwa firmy Alma celem umożliwienia im ustosunkowania się do stawianych w nim zarzutów. Alma uznała, iż reportaż godzi w jej dobre imię, jako zrobiony pod określoną tezę jest nierzetelny i zarządali zablokowania jego emisji. Zagrozili również TVP, iż w przypadku jego emisji wystąpią z pozwem o ochronę dóbr osobistych, żądając zapłaty 100.000 zł na cel społeczny oraz przeprosin.
Niezależnie od powyższego Alma wystąpiła do Sądu Okręgowego z wnioskiem o zabezpieczenie powództwa poprzez zakazanie emisji reportażu. Podstawą prawną tego żądania był art. 755 par. 2 KPC, zgodnie z którym „W sprawach przeciwko środkom społecznego przekazu o ochronę dóbr osobistych, sąd odmówi udzielenia zabezpieczenia polegającego na zakazie publikacji, jeżeli zabezpieczeniu sprzeciwia się ważny interes publiczny.” - w komentarzach wskazuje się, iż środkami społecznego przekazu są telewizja, radio, prasa i Internet.
Sąd Okręgowy w Lublinie oddalił wniosek Almy. Według Artura Ozimka - rzecznika Sądu Okręgowego w Lublinie, którego wypowiedź cytował portal dziennikwschodni.pl „Brak było podstaw do uwzględnienia argumentacji, że dziennikarze wybiórczo wykorzystali zebrane materiały prasowe i że działali pod z góry określoną tezę. Sąd nie uznał też, że na podstawie materiału filmowego można się zorientować, jakiej konkretnie firmy on dotyczy”.
Portal Press z kolei donosi, iż w reportażu nie widać, że chodzi o sklep sieci Alma. Według Press przedstawiciele spółki przyznają, że choć nazwy sklepu nie widać w spornym nagraniu, to można domyślić się, że chodzi o delikatesy Alma, bo w reportażu widać reklamówki firmowe sklepu oraz charakterystyczne elementy wystroju.
Powyższe postanowienie nie jest prawomocne, Alma może wnieść na nie zażalenie. Jest również bardzo prawdopodobne, że Alma będzie jednak dochodzić ochrony dóbr osobistych na drodze sądowej.
Mnie natomiast nasuwa się wniosek, że gdyby nie nerwowa reakcja przedstawicieli Almy, o reportażu dowiedziałaby się relatywnie nie wielka ilość osób, a temat szybko zostałby zapomniany. Tymczasem w związku z działaniami kierownictwa Almy, o nieprawidłowościach w jednym z ich sklepów dowiedziała się cała Polska, co z pewnością znacznie bardziej negatywnie wpłynie na renomę tej sieci niż omawiany reportaż.
sobota, 16 stycznia 2010
Internauta naruszył dobra, administrator portalu poniósł odpowiedzialność
O tym, że w sieci Internet łamie się prawo nikogo już nie trzeba przekonywać. Jednym z najczęstszych naruszeń są naruszenia dóbr osobistych, do których dochodzi między innymi poprzez naruszające prywatność artykuły w portalach plotkarskich, czy naruszające dobre imię wpisy na forach internetowych. Do naruszeń dóbr osobistych może dojść także poprzez podszywanie się pod inne osoby na portalach społecznościowych.
Taka sytuacja miała miejsce na portalu Nasza Klasa, na którym zamieszczono fikcyjny profil Dariusza B., w którym umieszczono jego dane, informacje o nim, a nawet jego zdjęcia. Z profilu tego wysyłano następnie obraźliwe wiadomości do innych użytkowników portalu. Dariusz B. zażądał od administratora Naszej Klasy usunięcie fałszywego profilu. Żądanie to zostało wykonane przez administratora dopiero po ponad miesiącu od jego otrzymania.
Pan Dariusz B. pozwał administratora Naszej Klasy do sądu. W lipcu 2009 r. Sąd Okręgowy we Wrocławiu orzekł, iż administrator Naszej Klasy naruszył dobra osobiste Dariusza B., zasądzając na rzecz Dariusza B. zadośćuczynienie w kwocie 5.000 zł oraz nakazując opublikowanie na koszt administratora przeprosin w lokalnej gazecie. W styczniu 2010 r. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu podtrzymał ten wyrok.
Podstawą obu wyroków jest ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną, a dokładnie jej art. 14 ust. 1, zgodnie z którym:
Nie ponosi odpowiedzialności za przechowywane dane ten, kto udostępniając zasoby systemu teleinformatycznego w celu przechowywania danych przez usługobiorcę nie wie o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności, a w razie otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności niezwłocznie uniemożliwi dostęp do tych danych.
Co to oznacza? Oznacza to, iż administratorzy portali, serwisów i for internetowych, na których internauci wypowiadają się bądź umieszczają pliki, zdjęcia itp., nie odpowiada za te treści, dopóki nie zostaną w sposób wiarygodny poinformowani o bezprawnym charakterze tych treści bądź nie otrzymają urzędowego zawiadomienia na ten temat. Zgodnie bowiem z art. 15 powyższej ustawy administratorzy nie mają obowiązku sprawdzania tych treści. Tym samym dopiero od momentu uzyskania informacji na temat bezprawności danej treści, administrator zobligowany jest do jej usunięcia, a w przypadku niezwłocznego nieusunięcia, ponosić będzie odpowiedzialność na równi z internautą, który te treści zamieścił.
Administrator Naszej Klasy usunął co prawda fałszywy profil, ale zrobił to ze sporym opóźnieniem, a więc nie niezwłocznie. Sądy obu instancji uznały, iż w tej sytuacji administrator Naszej Klasy odpowiadać powinien za naruszenie dóbr osobistych w ten sam sposób, jak odpowiadałaby osoba, która ten profil umieściła.
Z powyższej sprawy można wyciągnąć dwa wnioski:
1) osoby, których profile bądź zdjęcia zostały umieszczone w portalach społecznościowych mogą skutecznie domagać się ich usunięcia od administratorów tych portali, a w razie nieusunięcia dochodzić od nich roszczeń o naruszenie dóbr osobistych;
2) w interesie administratorów portali (nie tylko społecznościowych) jest niezwłoczne reagowanie na zgłoszenia użytkowników, w przeciwnym razie mogą ponieść odpowiedzialność jak za własne treści.
niedziela, 22 listopada 2009
Rusza proces "o Bolka"
W najbliższy wtorek 24.11.2009 r. odbędzie się pierwsza rozprawa w sprawie o ochronę dóbr osobistych, jaką Lech Wałęsa wytoczył Lechowi Kaczyńskiemu za wypowiedź udzieloną w telewizji Polsat, iż Wałęsa był agentem o pseudonimie "Bolek". Wałęsa domaga się nakazania Kaczyńskiemu odwołania powyższych słów oraz zapłaty zadośćuczynienia w wysokości 100.000 zł. Cał atreść pozwu znajduje się tutaj.
Żeby wygrać proces Kaczyński będzie musiał udowodnić, że jego wypowiedź nie była bezprawna, czyli przedstawić dowody wykazujące, że Wałęsa rzeczywiście był agentem Bolkiem. Z informacji podawanych przez serwis Gazeta.pl wynika, że stanowisko pozwanego w tej sprawie jest jeszcze nie znane. Do akt nie wpłynęła jeszcze odpowiedź na pozew.
W kontekście wyroków sądów lustracyjnych wydaje się, że sprawa zostanie rozstrzygnięta na korzyść Wałęsy. Moją uwagę zwrócił jednak fakt, że w pozwie nie zostały złożone żadne wnioski dowodowe na okoliczność krzywdy Wałęsy, uzasadniające zapłatę zadośćuczynienia.
O szczegółach sprawy z pewnością będę pisał.
piątek, 20 listopada 2009
Aktywny użytkownik forum osobą publiczną?
Sąd Apelacyjny we Wrocławiu oddalił apelację Arnolda Buzdygana od wyroku Sądu Okręgowego w sprawie ochronę dóbr osobistych przeciwko Stowarzyszeniu Wikimedia Polska prowadzącemu polską edycję słynnej Wikipedii. O wyroku Sądu Okręgowego pisałem we wpisie „Kto odpowiada za wpisy w Wikipedii, czyli Buzdygan przeciwko Stowarzyszeniu Wikimedia Polska” oraz „Kto odpowiada za wpisy w Wikipedii - uzupełnienie”.
W zasadzie na tej krótkiej notatce można by skończyć ten temat, gdyby nie jedna rzecz, która zwróciła moją uwagę w ustnym uzasadnieniu wyroku Sądu Apelacyjnego, cytowanym na blogu Piąta Władza. Otóż Sąd Apelacyjny stwierdził, iż w związku z tym, że Buzdygan jest aktywnym uczestnikiem szeregu dyskusji na szeregu for internetowych to w tym sensie (tj. w środowisku internautów udzielających się na forach – jak należy się domyślać) jest osobą publiczną.
Pojęcie „osoby publicznej” oraz „działalności publicznej” nie zostało w żaden sposób zdefiniowane w przepisach. Pojęcie „osoba publiczna” w ogóle nie występuje w przepisach, wywodzi się je z art. 14 ust. 6 Prawa prasowego i pod tym pojęciem należy rozumieć osobę, która prowadzi działalność publiczną. Jest to jednak definicja typu ignotum per ingotum (nieznane przez nieznane), stąd pojęcie to było wielokrotnie wyjaśniane przez sądy orzekające w sprawach o ochronę dóbr osobistych, w tym zwłaszcza w sprawach o ochronę prawa do prywatności.
Powszechnie przyjmuje się, że do kategorii osób publicznych należą osoby pełniące funkcje publiczne (np. politycy, wyżsi urzędnicy państwowi itp.). Część składów sędziowskich i komentatorów za osoby publiczne uważa również osoby powszechnie znane ( a więc np. aktorów, artystów, piosenkarzy, sportowców itp.). W kontekście omawianego wyroku Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu za osobę publiczną można również uznać osobę, która nie pełni żadnej funkcji publicznej, nie jest również znana wszystkim, ale aktywnie udziela się w określonym środowisku, przez co w ramach tego środowiska jest powszechnie znana. Za takie środowisko może być uznana społeczność użytkowników sieci Internet.
Wobec powyższego zaryzykuję tezę, że za osobę publiczną może być uznana nawet osoba udzielająca się choćby tylko na jednej liście dyskusyjnej, nawet użytkowanej przez relatywnie nie dużą ilość osób, jeżeli osoba ta aktywnie udziela się na tej liście, a więc prowadzi na niej działalność publiczną, przez co jest powszechnie znana wśród jej użytkowników. W takim przypadku osoba taka w ramach „swojego” środowiska dotknięta by była wszelkimi ograniczeniami dotyczącymi osób publicznych. Możliwe więc by było np. ujawnienie na łamach periodyku adresowanego do użytkowników takiej listy informacji z życia prywatnego takiej osoby, jeżeli wiązałyby się z prowadzoną przez nią działalnością publiczną (a więc np. z poglądami głoszonymi przez nią na danym forum internetowym). Osoba taka musiałaby również tolerować krytykę pod swoim adresem w większym zakresie niż mniej aktywni użytkownicy forum.
poniedziałek, 16 listopada 2009
Młynarska wygrywa z Axel Spriger, czy inni wydawcy czekają w kolejce?
Jak donosi portal Plejada.pl Paulina Młynarska wygrała proces o ochronę dóbr osobistych z Axel Springer Polska, który zmodyfikował jej słowa, sugerując,że została zgwałcona w wieku 15 lat.
W rzeczywistości Młynarska w wywiadzie dla Dziennika ujawniając kulisy produkcji filmu "Kronika wypadków miłosnych", w którym wystąpiła, opowiadała jak wielkim przeżyciem było dla niej wówczas zagranie scen rozbieranych i jak wówczas zachowała się ekipa filmowa. Młynarska mówiła: "Słyszałam jak mówili, że przez takie >nikt< jak ja, przepadnie dzieło wielkiego artysty. Dla 15-latki to było wielkie obciążenie psychiczne. Musieli widzieć, że jestem roztrzęsiona. Jeden z członków ekipy, wszedł do mnie do przyczepy, postawił na stole piwo i podał mi pastylkę, najprawdopodobniej relanium. Jedyne słowa jakie usłyszałam to "life is brutal".
Młynarska przyznała również, iż nie wie, czy reżyser tego filmu - Andrzej Wajda, wiedział o wszystkim. Jej zdaniem: "(...) jestem pewna jednego - tego dnia zostałam brutalnie wykorzystana, wręcz mentalnie zgwałcona. To wydarzenie wywarło negatywny wpływ na całe moje późniejsze życie".
Tymczasem portale internetowe, w tym również wydawane przez Axel Springer Polska, sugerowały w tytułach, że Młynarska została zgwałcona (Dziennik.pl: "W filmie Wajdy zostałam zgwałcona"), co stanowiło świadomą manipulację redakcji tych portali. Czym innym jest bowiem gwałt fizyczny, jaki sugerowały portale, a czym innym gwałt mentalny, pod pojęciem którego rozumieć należy krzywdę psychiczną.
Podobnego zdania był Sąd Okręgowy, który nakazał wydawcy portalu e-fakt.pl i dziennik.pl publikację oświadczenia w serwisach efakt.pl, dziennik.pl oraz dwóch wybranych przez Młynarską dziennikach papierowych (portal wirtualnemedia.pl podaje, że prawdopodobnie będą to Gazeta Wyborcza i Dziennik Gazeta Prawna), a także zapłatę zadośćuczynienia w kwocie 40.000 zł. Wyrok nie jest prawomocny.
Nierzetelność wydawcy dziennika.pl i naruszenie dóbr osobistych Młynarskiej wydaje się oczywiste. Swiadczy o tym również fakt, że proces trwał krócej niż pół roku (artykuły pochodzą z maja 2009 r.), co w sądach warszawskich prawie się nie zdarza. Sprawa mogła zakończyć się więc już na pierwszej rozprawie. Na razie nie wiadomo, czy Axel Springer Polska będzie się odwoływał.
Podobnej manipulacji jak w portalu e-fakt.pl oraz dziennik.pl dopuściły się również inne portale i serwisy internetowe o tematyce plotkarskiej. Z moich poszukiwań wynika, iż artykuły te w większości zostały już skutecznie usunięte z sieci Internet, jednak można znaleźć jeszcze kopie niektórych z nich. Tak np. wyglądał tytuł artykułu na ten temat w serwisie NoCoTy.pl, będącym częścią portalu Wirtualna Polska:
W treści artykułu wypowiedź Młynarskiej została zacytowana już w całości. Redakcja zdobyła się nawet na wyrażenie współczucia aktorce, jednak jego szczerość w kontekście tytułu tej publikacji wydaje się wątpliwa. 
Ciekawe, czy wydawca NoCoTy.pl również został pozwany? Na dzień dokonania niniejszego wpisu (tj. 16.11.2009) w Internecie cały czas dostępna jest strona, na której opublikowany był ten artykuł, zawierająca w adresie internetowym feralny tytuł. Strona te jest również cały czas indeksowana przez wyszukiwarkę Google. Sam artykuł nie jest jednak już dostępny.
środa, 11 listopada 2009
Misja prasy, a dobra osobiste
Kilka dni temu w serwisie Wirtualnemedia.pl opublikowano wywiad z redaktorem naczelnym Super Expressu Sławomirem Jastrzębowskim. Wywiad został udzielony w związku z wyrokiem, na podstawie którego wydawca Super Expressu zmuszony został do opublikowania przeprosin Patrycji Koteckiej oraz zapłacenia jej zadośćuczynienia (zobacz: "Zdjęcie biustu a kontekst jego wykorzystania"). W wywiadzie tym Jastrzębowski oświadczył, że nie zamierza zaprzestać publikowania zdjęć, za które mógłby zostać pozwany, bowiem „misją dziennikarzy jest pokazywanie czytelnikom prawdy.”
Zdjęcie Koteckiej za które przyszło Super Expressowi przeprosić i zapłacić, opublikowano w artykule pt. „Naga prawda o Koteckiej” i podtytule „To ona rządzi telewizją publiczną”. Artykuł ten przedstawiał osobę pani Koteckiej, informując m.in., że Kotecka rozpoczynała karierę jako modelka. Zdjęcie, którego publikacja zdaniem sądów naruszyła dobra osobiste Patrycji Koteckiej, zostało wykonane w czasie, gdy pracowała ona jako modelka i pierwotnie stanowiło ilustrację do artykułu na temat profilaktyki raka piersi w tygodniku „Naj”. Wydawca Super Expressu zakupił je w profesjonalnej agencji, która udostępnia do publikacji zdjęcia znajdujące się w jej archiwach i do którego dostęp mieli wszyscy klienci tej agencji. Zgoda pani Koteckiej na publikacje jej wizerunku nie ograniczyła się więc tylko do jednego artykułu w tygodniku „Naj”, ale zapewne została udzielona na tyle szeroko, że agencja mogła je oferować innym wydawcom.
Nie znam jeszcze uzasadnienia Sądu Apelacyjnego, jednak na podstawie posiadanych informacji uważam,że publikacja tego zdjęcia w artykule prezentującym sylwetkę Koteckiej nie powinna być uznana za naruszenie jej dóbr osobistych. Wszak Kotecka była wówczas jedną z najważniejszych osób w telewizji publicznej, wpływającą na kształt informacji prezentowanych w głównym wydaniu „Wiadomości”, a tym samym mającą istotny wpływ na sposób widzenia świata przez miliony osób. Media powinny więc mieć możliwość przypomnienia czytelnikom przeszłości takiej osoby, włącznie z możliwością opublikowania zdjęcia, stanowiącego w rzeczywistości informację dla czytelników, w jaki sposób Kotecka dawniej zarabiała na życie. W końcu zgodnie z art. 1 Prawa prasowego prasa urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej. Moim zdaniem publikacja artykułu na temat Koteckiej wraz z przedmiotowym zdjęciem realizowała właśnie te funkcje prasy.